Tokenizacja życia
Można chyba śmiało powiedzieć, że przenoszenie codziennych spraw do świata wirtualnego kończy się miliardowymi biznesami. Wystarczy spojrzeć na to, czym jest dzisiaj poczta czy bankowość elektroniczna i nasze kontakty społeczne.
Kilka lat temu te rzeczy, tak abstrakcyjne i niepojęte dla tamtejszego społeczeństwa, często były ignorowane i pomijane. Dziś są natomiast powszechne, normalne, a często – domyślne.
Dzisiejsze rozważania dotyczą kwestii, dla których, moim zdaniem, nie istnieją jeszcze dobre słowa, które mogłyby je opisać. Nie zostały one jeszcze nazwane, choć jest też spora szansa, że to po prostu moje braki wiedzy z dziedziny ekonomii, filozofii, socjologii. Niestety, im bardziej skrupulatnie chciałbym podejść do tego tematu, tym więcej różnych dziedzin nauki musiałbym zgłębić, aby nie popełnić w oczach specjalistów danej dziedziny kolokwialnych szkolnych błędów. Przyjmijmy zatem, że dalsza treść jest wynikiem przemyśleń przeciętnego człowieka, entuzjasty technologii z zacięciem wizjonera, ale nigdy eksperta dziedziny. W żadnym wypadku nie należy traktować tej treści jako nauki czy próby analizy lub metaanalizy. Niemniej, dokładam starań, aby mijać się z fałszem, dlatego możesz czuć się swobodnie, wytykając mi błędy.
Mamy nasz klasyczny Internet, który już i tak dorobił się stadium opisywanego jako 2.0, czyli momentu kiedy z bycia statyczną kanwą zapisywaną przez autorów i twórców, stał się środowiskiem bardzo dynamicznym, realizującym różne skomplikowane usługi. Dziś można zagrać w Quaqe w oknie przeglądarki, uruchomić program do obróbki graficznej na poziomie wcześniejszych wersji Photoshopa, grać na giełdzie, prowadzić wideokonferencje i wiele innych.
Kolejne stadium, które nie doczekało się wprawdzie własnego numeru wersji, ale jednocześnie dość mocno oddziela się od usług społecznościowych i tego, co można objąć klamrą 2.0, to IoT, czyli Internet rzeczy. Wydaje mi się, że technologia ta jest bliska wymaksowania i raczej niewiele jest już nas w stanie w tej kwestii zaskoczyć. Jej dalszy rozwój, wraz z rozwojem sieci 5G, da nam nowe usługi, coraz więcej integracji oraz coraz więcej informacji, które będziemy mogli oglądać, przetwarzać i kontrolować. Poza tym, nie wprowadza ona żadnej rewolucji, ot po prostu gęstsza sieć połączeń.
Prawdziwą rewolucję, zarówno na poziomie technicznym, bo powstaje wiele nowych technologii (protokołów, mediów), ale przede wszystkim – ideologicznym czy nawet filozoficznym niesie ze sobą Internet w wersji 3.0, czyli Internet wartości – Internet Of Value.
Oczywistym jest, że sceptycy mogą spłycić to do rynku kryptowalut lub wyśmiać bezsensowność NFT. Nie zmieni to jednak biegu pewnej postępującej zmiany. Ja nazywam to powolną migracją do matrixa, w co osobiście wierzę. Wydaje mi się nieuniknionym to, że nasz gatunek nieustannie i może trochę nieświadomie dąży do porzucenia biologicznego ciała i do wykształcenia inteligencji zbiorowej bytów elektronicznych. Brzmi to może trochę tak, jakbym był foliarzem lub jakby coś mi się odkleiło, ale kiedy posłucha się mądrych tego świata, to wnioski mamy całkiem podobne – różna jest zazwyczaj perspektywa czasu.
Wracając jednak na ziemię – do NFT i kryptowalut, są to dwie rzeczy bardzo podobne technologicznie, ale różniące się detalami. Mają one niechlubną reputację budowaną głównie przez ludzi, którzy tych rzeczy nie rozumieją (i wypierają, podobnie jak miało to miejsce z maszyną parową) lub przez złych ludzi, wykorzystujących te technologie do spekulacji czy oszustw. W każdym z tych przypadków zawsze chodzi o głupotę i brak wiedzy lub strach przed nieznanym.
Wspomniany przeze mnie „brak słów” dotyczy rzeczy, które nie zostały jeszcze powiedziane czy opisane oraz tego, w jaki sposób można będzie wykorzystać blockchain i/lub już poniekąd nowy jego przypadek użycia, jakim jest NFT. Dla jasności, ja również uważam, że obrazki małp to głupota, która nie niesie za sobą żadnej wartości. Z drugiej jednak strony, kiedy pomyślimy o skinach do gier, wtedy ten temat może wydać się nieco łatwiejszy do zrozumienia.
Przykładowy skin nie będzie zyskiwać na wartości poprzez swoją popularność, atrakcyjność wizualną czy ograniczoną liczbę dostępnych egzemplarzy. W nowym Internecie skin ten będzie posiadać dodatkowe walory. Przykładowo, gdy zawodnik league Of Legends zdobędzie mistrzostwo świata postacią z danym skinem. Tak powstanie niesamowita, prawie niedostępna wcześniej wartość, polegająca na tym, że był on użyty przez tę konkretną osobę i że wiąże się z nim pewna niepowtarzalna historia.
Innym przykładem może być Wenezuela, gdzie inflacja zmienia wartość pieniądza z godziny na godzinę. Przedmioty wytwarzane z banknotów mają tam wartość większą niż same banknoty, a ludzie posunęli się do handlu wymiennego opartego o przedmioty w grach.
Nie zgłębiałem tego tematu, ale w krajach afrykańskich, którym daleko do stabilności pieniądza podobnej jak w krajach rozwiniętych, codziennością jest używanie smartfonów i różnego rodzaju aplikacji, w tym również portfeli kryptowalut do dokonywania płatności (chociaż tu bardziej pasuje określenie “wymiany wartości” lub handlu wymiennego).
Globalna giełda
Pozbycie się wszelkiej maści pośredników, zapewnienie bezpośredniego dostępu do usług i towarów wykluczą tym samym w mojej opinii najbardziej krwiożerczą i jednocześnie niedostarczającą żadnej wartości warstwę pośredników, handlarzy itd. Powinno to wpłynąć na lepszą konkurencję, większą dostępność, niższe ceny (bo wykluczamy pośredników i ich wysokie marże). Jednocześnie zmusza to warstwę pośredników do zajęcia się czymś faktycznie pożytecznym.
Idę o zakład, że najbliższe lata przyniosą nam wiele ciekawych zastosowań. Być może dojdzie do ustalenia zwycięzcy „wojny o pieniądz”. Mi jednak przed oczami roztacza się wizja, w której rola banków zostanie znacznie osłabiona (najlepiej wyparta); kiedy przepływ wartości, a nie pieniądza będzie bezpośredni, wolny od pośredników, ratingów i innych agresywnych mechanizmów porządkowania świata.
Chciałbym żyć w świecie, w którym, w wyniku tego, co stanie się z pieniądzem, bankowością i co za tym idzie, z państwowością, zatarte zostaną granice. Tego momentu pewnie nie dożyję, gdyż wymaga to od ludzi wyższej inteligencji, na którą aktualnie niewielka garstka może się zdobyć. A ostatni czas, czyli wybuch brutalnej, prostackiej wojny, wciąż pozostaje realny. Dopóki nasza planeta nie pozbędzie się małych ludzi, myślących jak średniowieczny basza, to nie mamy o czym gadać… no chyba, że TAM powstanie skansen, a TU będzie rozwijała się cywilizacja (scenariusz jak z SF).
Pewnym jest to, że państwowość i banki nie poddadzą się bez walki. Próbę podjął już pan od FB i rozbił się o FED, co mnie nie dziwi, bo Facebook, ze swoim globalnym zasięgiem i ogromnymi możliwościami, miał ogromną szansę stworzyć globalną walutę. Stety lub niestety zatrzymano ten proces. Obecnie pełną parą trwają prace nad Meta i Metawersem. Obstawiam, że to zagrywka w stylu polityków – jak nie udało się przebojem, to weźmiemy ich wytrwałością. W ten sposób Meta sukcesywnie będzie zwiększać swoje wpływy, do tego stopnia, że ostatecznie i tak osiągnie pierwotne założenia… Ujmuję to w telegraficznym skrócie, mając nadzieję, że zainteresowani wiedzą, o co chodzi. Rozpisywanie się na ten temat to materiał na osobny obszerny artykuł. Ja osobiście z całego serca życzę bankom tego, by powtórzyły historię Nokii, która zignorowała, nie doceniła smartfonów (których era notabene też dobiega końca, a to, co nowe, zbiegnie się razem w piękny ekosystem).
Ostateczna wizja jest taka, że tokeny będą na stałe wpisane w nasze życie. Będziemy ich używać – czy tego chcemy, czy nie. Innowatorom oferować będą wiele ciekawych mechanizmów i możliwości. Maruderzy tymczasem nie będą ich zauważać, pomimo, że będą ich używać. Dzięki brakowi trzeciej strony w globalnej giełdzie, przy niepohamowanym przepływie informacji, wartości i produktów, dotrzemy do momentu, w którym rynek sam się wyreguluje, a ludzie za swoją pracę lub swoje dzieła będą otrzymywać odpowiednią zapłatę – odpowiednią wartość, ekwiwalent wartości, którą sami wypracowali. Autentycznie wierzę, że będzie działać to lepiej niż obecny regulowany zewsząd rynek, dzielący ludzi i produkty na lepszych i gorszych – w uproszczeniu- ze względu na ich pozycję na mapie świata.
Powyższy zrzut myśli i przemyśleń stanowi raczej wstęp do pogłębiania poszczególnych kwestii, gdyż cała masa tych skomplikowanych i złożonych zagadnień została potraktowana wręcz hasłowo i bez należytego zagłębienia się w dziedzinie. Dla mnie zapewne będzie to stanowić ciekawą wycieczkę w meandry dziedzin, o których wspominałem na początku tej rozprawy. Mam też nadzieję na to, że uda mi się znaleźć czas na dalsze zgłębianie i rozmyślanie nad tą dziedziną. Póki co kończę i zachęcam do dyskusji.
